Linktak tu weszłam i myślę, że wypadałoby to wszystko w pizdu rzucić. miałam do dziś chłopaka [tu publiczność robi "oooo!"], ba! równo 69 dni. właśnie obliczyłam. zabawna liczba. jednak to był głupi pomysł, jak to zwykle Marcie na nowy rok odpierdala. ale mam za to przyjaciela [przynajmniej taki jest plan]. a z minusów...hmm...rozpiłam się, rozpaliłam [papierosami też, co raczej bardziej niezdrowe], zaniedbałam pracę [byłą pracę!], szkołę na razie tylko dwa razy. ale jutro idę na wszystkie zajęcia mając na pendrivie wszystkie prace [tu nie powinno być "ooo!" ani żadnego podziwu, bo tak zawsze było]. poznałam dużo genialnych ludzi, mniej widywałam się z matką [to akurat może wyjść tylko na zdrowie].
i generalnie to spowrotem chowam serducho w tytanową puszkę gdzieś tam, gdzie nikt nie znajdzie, a ja nie wpadnę na głupi pomysł wyciągnięcia go. następnym razem milion razy pomyślę.
skomentujesz? (0)03.04.2009
<<--------->>Linkz racji, że (ło, wyjątkowo!) nie wychodzę dziś nigdzie, to pomyślałam, że się trochę powysilam i napiszę. szaleństwo jak siemasz.
oglądałam kiedyś taką reklamę, gdzie facet w kwiaciarni prosi o napisanie na bileciku czegoś w stylu "stary, niezła ściema z tą depresją". coś w ten deseń. potem tekst o tym, że depresja to choroba i tadam! [tu nazwa leku na depresję]. jako realistka twierdzę, że depresja to jakiś wymysł emo-dzieci albo ich emo-rodziców, którym się w dupach poprzewracało. ale mniejsza, bo znowu zaczmę się bulwersować. spróbuję nazwać inaczej stan, w którym się teraz znajduję [i nie jest on depresją!]:
* ogarnia mnie leń niesamowity,
* zamiast robienia prac na zaliczenia ograniczyłam się do prezentowania swoich umiejętności zawzięcie malując markerem przyciski na monitorze [gówniarz ze mnie okrutny]
* praca nie sprawia mi już satysfakcji, choć zawsze to w niej właśnie doszukuję się artyzmu [zonk!]
* jak powyżej, posługuję się dziwnymi określeniami i metaforami, co może sugerować, iż przebywam w stanie nietrzeźwości [wyjątkowo dziś nie]
* mogłabym mieć kogoś, ale jak myślę, że chciałby np. dawać mi kwiatki albo się regularnie spotykać [uchowaj panie!] to mi się odechciewa. to jednak zły pomysł ;]
* ubzdurałam sobie, że będę do domu wracać taksówkami. na głowę chyba upadłam. jakby autobusy nocne w Warszawie jeździły raz w miesiącu. też mi fanaberie.
o! wiem, może być to oznaka starości [czy tam dojrzewania], kiedy to w lipcu skończę 20 lat. i nie będę nastolatką. ejże, mieć 20 lat to naprawdę takie straszne, jak sobie wyobrażam? bo podobno to nawet fajne i życie się dopiero rozkręca.
dobra, kończę, bo jednak wychodzę :]
ps. wypłatę wydałam w 8 dni. a narzekałam, jak kończyła się w 10. fcuk.
ale tą pieprzoną biblię napiszę. nie ma nie ;]
skomentujesz? (1)16.01.2009
<<--------->>Linkgeneralnie jest dobrze.
czwarty miesiąc kupuję łóżko w ikei. zdążę kupić wszystko, nawet własne mieszkanie, a dalej będę bez łóżka. zawsze o nim pamiętam, głównie przed wypłatą. ale wraz ze zwiększeniem się liczby środków na koncie jakoś mi łóżko z pamięci wylatuje. ech.
i generalnie to jest zima. wszędzie te pieprzone choinki, a śniegu jak nie było, tak nie ma. i nie mam siły pisać.
skomentujesz? (0)16.12.2008
<<--------->>Linkłaaa...kocham moją szkołę. na jednych z pierwszych zajęć musiałam zrobić trzy szkice postaci [podczas gdy nienawidzę ludzi. rysować też.]. a, i na następną sobotę muszę obrysować logo coca-coli w illustratorze. spoko. 20 razy. no i zrobić logo sony ericssona z białego papieru [300g/m2]. w trójwymiarze! ledwo pierwszy zjazd, a już dbają, żebym się nie nudziła.
jeszcze nic z tego nie zrobiłam, ale za to...
wymyśliłam moją nową wizję świata!
ale zapomniałam w większości, o co w niej chodziło.
pewnie rzeczy w szafie same by się układały, a faceci znali swoje miejsce i podnosili deskę od sedesu. i takie tam.
dziś mój drugi z trzech z rzędu wolnych dni. no. i generalnie to jestem jeszcze na etapie czysto-piżamowym. bez szans na etap sprzątaczno-porządkowy. za to z nadzieją na etap "niespędziłamtegodniabezproduktywnie".
"takiego świata ja nie chcę, więc go sobie ulepszę..."
skomentujesz? (0)15.10.2008
<<--------->>Linkmam szkołę, mam nową pracę, nie wydaję wypłaty w 10 dni [na razie...].
nie napiszę, że będę więcej pisać, bo wtedy nie będę pisać.
o! wiem! napiszę, że więcej nie napiszę, to wtedy napiszę. cokolwiek chciałam przez to powiedzieć, dla mnie jest to oczywiste i zrozumiałe.
ostatnio za sprawą koleżanki wpadła mi w ręce książka pt. "dlaczego faceci kochają zołzy?". taki typowi amerykański poradnik w stylu "po ilu randkach mogę mu dać dupy?" i "czy jak mu dam dupy po [czas] to czy nie uzna mnie na puszczalską/cnotkę niewydymkę?" [niepotrzebne skreślić]. ale mimo wszystko przeczytałam, bo moją uwagę zwrócił tytuł. wszak sama jestem zołzą, wręcz wredną, zimną, podłą suką i liczyłam na to, że dowiem się czegoś nowego.
tak się nie stało!
całą książkę można zastąpić zdaniem "jeśli wkurwisz się na faceta, nie biegaj za nim i nie przepraszaj, bo to debilne, żałosne i bezsensowne". 130 stron zapisane jednym zdaniem ujętym w inne słowa. przynajmniej dla mnie to jest oczywiste. ale dla amerykanek to fenomen. dla nich fenomenem roku jest, gdy ktoś napisze książkę o tym, że jak chce ci się pić, to się napij czegoś. bo one i oni sami na to nie wpadną.
daję rade. chcę kiedyś napisać książkę, taką jakby biblię, tylko bez przesadnego fanatyzmu. zbiór [dla mnie] oczywistych prawd życiowych [może nawet popartych przykładami z mojego życia - pełno ich]. i to będzie taka książka, jak dla ekonomii i marketingu "22 niezmienne prawa marketingu" albo "wywieranie wpływu na ludzi" czy np. coś francisa fukuyamy. i odmieni życie wielu ludzi, bo to będą tak oczywiste rzeczy, że aż ich się nie zauważa na codzień. jest to dla nas zbyt proste, a często najprostsze jest najlepsze.
autosugestia - więcej nie napiszę.
skomentujesz? (1)06.10.2008
<<--------->>